электронная
7
печатная A5
389
12+
Moje miasteczko Łuna-Wola

Бесплатный фрагмент - Moje miasteczko Łuna-Wola

Historia życia miasteczka, od urodzenia aż do naszych dni


Объем:
298 стр.
Возрастное ограничение:
12+
ISBN:
978-83-8155-562-3
электронная
от 7
печатная A5
от 389

Apel do czytelnika

Szanowny ewentualny czytelnik…

Zwracam się do Ciebie z prośbą o zrozumienie. W tej książce zebrałem w jedną wizję, marzenia, sny, swoje poczucie miasteczka Łuna — Wola, także wspomnienia, szkice, obserwacji innych ludzi. Nie odrzucałem ni jednego nawet drobnego faktu. Ale wszystko, co jest napisane i zebrane to o tym, moim, przez mnie widzianym miasteczku Łuna — Wola. Nie jest to historyczne dzieło. Jeśli te zbiory trafią w ręce czytelnika, czy z „agrogorodka Łunna”, czy (przepraszam za nieskromność) z hiszpańskiego Guernica de Luna, lub jeszcze jakiego miejsca o podobnej nazwie i on nagle pozna w jakimś charakterze siebie, lub swojego znajomego, to proszę zrozumieć, że to moje subiektywne myśli do tego „mojego” miasta bez twierdzenia, że jest to jedyna prawidłowa ocena zdarzenia lub osoby… Dla kogoś być może nie istnieje miejsce Łuna — Wola, a jest to wieś Łunna, lub „agrogorodok Łunna”, tak jak pisze Lawon Wolski o Mińsku i Mieńsku. Każdy ma prawo do swojej wizji…

Do znalezionego, choć trochę związanego z miasteczkiem materiału, odnosił się zaciekawiono bardzo. Ni byłem w stanie coś nie włączyć. Ale to prowadziło do tego, że nie udało mi się połączyć moje znalazki w jedną całość. Tak okazały się części tekstu, połączone lub w czasie, lub historycznym wydarzeniem, lub losem ludzi, lub osobnym tematem, na przykład, o Niemnie.

Chciałem zrobić książkę o swoim ulubionym miasteczku, bo w końcu przekonany, że ludzie powinni znać historię swojego rodu, swojej „małej ojczyzny”, gdzie urodził się on lub jego przodkowie, Historię swojej Ojczyzny. Nie, nie pomyliłem się, pisząc Historia wielką literą, bo Historia Ojczyzny dla obywatela jest zawsze duża, pomimo że ma jasne i ciemne strony. Mówią, że u naszych przodków istniał taki zwyczaj, kiedy chłopca poświęcali w mężczyznę, to jednym z badań było znanie historii swojego rodu w siedmiu pokoleniach! Nie wiesz, nie masz prawa być mężczyzną! To zapewniało, aby człowiek dbał o honor swego rodu.

Mam nadzieję, że z pomocą tej książki mieszkańcy miasteczka bliżej zapoznają się z historią Łuna — Woli i więcej go pokochają.

W zbieraniu materiałów o miasteczku mi pomagali bez przesady kilkadziesiąt osób. Wszystkich wymienić nie mogę nawet z tego powodu, że kogoś nie wspomnę i to będzie niesprawiedliwe. Ale nie mogę nie wymienić Józefa Połubiatkо, który natchnął mnie do tej pracy i pierwszy czytał, nabierał teksty na komputerze i drukował w gazecie „Mostowski wiestnik” pierwsze artykuły; Władimira Hilmanowicza, który nie dał umrzeć nadziei na wynik, pierwszy wyczytał wszystkie zebrane materiały i pomógł naprawić wady; Ruth Marcus z Tel Awiwu, która swojej patriotycznej postawą do miasteczka Łuna — Wola i ogromnej pracy w zbieraniu i zachowaniu pamięci o miejscu, gdzie mieszkali jej rodzice, inspirowała do pracy, a także pozwoliła użyć jej materiały w tej książce; księdzu Lucjanowi Radomskiemu, który dzielił się swoimi zbiorami o miasteczku.

Pozdrawiam,

autor zebranych materiałów Leon Karpowicz.

Nad Łunem

Indura, Łuna… Piękne nazwy wiosek w pobliżu Grodna. Pierwszy raz usłyszałem o nich w młodości ze stron wielkiego starego tomiku Jarosława Krystowskiego, gdzie oprócz wierszy miłosnych (»Andaluzyjska noc gorąca, gorąca«, »Wańka–klucznik« i inne), oprócz powieści »Dziady« były jeszcze ciekawe i zabawne notatki oficera grodzieńskiego, wydaje się, dragońskiego pułku. Łuna potem zobaczyłem. Tam usłyszał od nieznanego pana o uroku tego miejsca nad Niemnem: »Wydaje się, bracie, i chleba trzeba mniej — tak pięknie!«.  Janka Bryl, „Piszę, jak żyję”

Łuna… Ile tajemniczo–pięknego, marzycielskiego, pieszczotliwie–delikatnego w tym tytule. Łuna nad Niemnem…

Aby poznać wszystkie czary Łuna, trzeba wybrać letni wieczór, gdy cienie słoneczne dopiero zniknęły. W tym momencie pojawiają się cienie przeszłości. W szepcie Niemna powstają odblaski ogniska, zaciska uciążliwa pieśń, roznosi się lekki jęk, brzeg budzi się do życia. To burłaki doszły do wypoczynku nad Niemnem. Kołyszące się na falach cienie statków. Nad mostem leci orszak z elegancką karetą. Może sam Lew Sapieha bada swoje włości. W odległości kilkuset kroków wyłania się pałac. Szelest długich sukienek… O! Już i pocałunek zabrzmiał nad lustrami staw pod osłoną poloneza Ogińskiego. Ci nie zebrali się u panów Romerów goście? Kto tam raz po-raz nagina się w dół, wyciągając źdźbło trawy, ogląda i chowa między listami papieru? Tak, to ona i „ludzie i kwiaty nad Niemnem”. Ludzie i kwiaty i Eliza Orzeszkowa. Oto jak błyskawica przemknęła postać uroczej amazonki na skrzydlatych koniach. To rzuciła się do walki za Ojczyznę Emilia Plater. Aż zakołysał się dzwon w kościelnej dzwonnicy. Bon...bon, Bona......bon… I nad kościołem powstała cień w królewskim ubraniu. Ale blask strojów nie pokrywa zimnego powiewu od surowego włoskiego twarzy fundatorki Łunieńskiego kościoła królowej Bony Sforza, śpiewami dzwonów, którego była zaczarowana Eliza Orzeszkowa. Dalej odgłosy nasilają się, cienie gęstnieją, oni śmigają jak szprychy w kole.

Szwedzi, Rosjanie, Francuzi, Polacy, Niemcy, bolszewicy, naziści, komuniści… Radość, ból, łzy, nienawiść… Wszystkim nasycone powietrze! Dusza ziębnie. Gdzie miłość, gdzie jest miłość? Musi być! Szybciej, szybciej, dalej. Chwilę ciszy i przestrzeni. I znów jęki, pomruki grzmotów, przerzuty rosyjskiego mata… Nie, to już nie cienie. To obok cerkwi–murawjewki idzie ideologiczna impreza pod nazwą dyskoteka. Cerkiew, klub, sielsowiet tworzą jakiś miejscowy trójkąt bermudzki. Skręć ostro w lewo, aby wyjść z tego miejsca.

Ale tu, gdzie przejrzystą nicią wiruje, zmaga się za życie strumyczek Łunianki, cienie zgęścili się w czarną chmurę z żółtymi sześciopromiennymi gwiazdami. Dziecięcy płacz, gardłowe okrzyki w niezrozumiałym języku, dziwne dźwięki, i skrzypce. Skrzypce płacze i wyśpiewa smutek, jakby pyta: dlaczego? Dlaczego nas zapomnieli? A było nas 1549. 1549 mieszkańców Łunie stali się cieniami i zwracają się do żywych — przypomnijcie sobie, dając nam znak, pamiętajcie. Lub usłyszą? Noc ukrywa cienie.

Jak powstała ta cudowna nazwa Łuna?

Bałtyckie Jaćwingowie mogli dać taką nazwę od słowa Lіunas, co znaczy „bagno”. Bo miejsce tutaj aż do połowy XX wieku było bardzo podmokłe. I Słowianie Krzywicze lub Dregowicze dać taką nazwę mogli, ponieważ prawie zawsze wisiał w wysokości szulak, wypatrując zdobycz. Szulak lub łuń bagienny. On i gnieżdził się tutaj, ten piękny, „siwy jak łuń”, drapieżnik.

Łuń na polowaniu

Nazywała się ta osada dokładnie tak — Łuna. Jest wiele dowodów. Tak na mapie Wielkiego Księstwa Litewskiego, wydanej Mikołajem Radziwiłłom–Sierotką w 1613 roku, sporządzonej przez Tomasza Krzysztofa Makowskiego w Nieświeżu wyraźnie napisane Luna.

Mapa Wielkiego Księstwa Litewskiego, wydana Mikołajem Radziwiłłom–Sierotką w 1613 roku, przygotowana przez Tomasza Krzysztofa Makowskiego w Nieświeżu

Tak i na mapie zagranicznego wydania: mapa WKL i Rusi Białej z Nurnberga od 1687 r., mapa WKL z Nurnberga od 1710 r., mapa WKL z Amsterdamu od 1733 r. Łuna jest wymieniane razem z Grodnem, Mostami, Wołkowyskiem, Słonimem.

Fragment mapy Wielkiego Księstwa Litewskiego 1665 roku. Łuna

Jeszcze jedna bardzo ważna okoliczność dotyczy Jagiellońskiego szlaku i Łuna. Tym królewskim traktem podróżowali monarchowie, dyplomaci, artyści i rycerze. Szlak Jagielloński — Via Jagiellonica — prowadził przed wiekami z Krakowa, przez Lublin do Wilna. Pełnił funkcję europejskiej drogi kulturowej, łącząc cywilizację łacińską i bizantyjską. Królewska trasa wiodła również przez tereny obecnej gminy Łuna. Ale o Łunie na tej trasie nie wspomina się. Natomiast mówi się o Dubnie, którego nie ma na Mapie Wielkiego Księstwa Litewskiego Tomasza Makowskiego. Jest na mapie Łuna, Mosty, Piaski… Szlak Jagielloński pierwotnie szedł obok Łuna. Wielcy książęta litewscy trzymali w tym miejscu wodną przeprawę na drodze z Wilna do Winnicy i Bereścia, a ludzie, co pilnowali i spełniali obsługę tego przejścia i doglądali konie, mieszkali we wsi, nazwanej Kniażewodcami. Ta wieś do dziś istnieje obok Łuna, choć była całkowicie spalona faszystami w czasie wojny. Ale że Łuna było na pustoszy Dubieńskiej, to wspominano Dubno. Po pobudowaniu mostu w 16 w. w Mostach szlak Jagielloński zmienił kierunek z Wołkowyska na Piaski i Mosty, minując Łuna.

Historyczna nazwa Łuna (z jednym „n”) trzymała się bardzo długo. W oświadczeniu nauczycielek Wolki Rubanichi i Heleny Bubianienki do Rady Nauczycielskiej Grodzieńszczyzny (tak w oryginale) od 20. 9. 1919 r. napisano: „Nie zrobiwszy nic w Łunie, bardzo nam się nie chciało jechać z pustymi rękami w Garadzien”. Tak i teraz mieszkańcy okolicznych wsi mówią: „Pojadę do Łuny”. Brzmi jak do cioci w odwiedziny. Gdy pojawiła się druga „n” w nazwie Łuna, dokładnie trudno powiedzieć. Najprawdopodobniej po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej, kiedy teren Wielkiego Księstwa został zajęty przez imperium. Tak, w Raportach ziemskiego prawnika Grodzieńskiemu gubernatorowi od 1862 roku drukowano już „Łunna”.

Nie Łuna, a Łunna na mapie początku 20 wieku

Przyszłość przeszłości

Nie wiedząc, co się działo przed tym, jak się urodził, to tak, jak by nigdy nie stać się dorosłym.  Cyceron

Ludzie zawsze interesowali się pochodzeniem człowieka i swojej przeszłością. Jeszcze w VIII w. do n. H. grecki pisarz Hezjod pisał, że ludzkość przeszła w swoim rozwoju pięciu wielkich epok historycznych. Najwcześniejszą nazwał Złotym wiekiem, kiedy „ludzie byli w spokoju”. A najnowszą — Wojskowym wiekiem, podczas którego musieli ciężko pracować i przeżywać największe biedy.

Pomagają poznać przeszłość archeolodzy — prawdziwi tropiciele, badacze i analitycy. Tworzą one wrażenie odważnych podróżników i myśliwych na skarby, detektywów, którzy badają tajemnice dawno minionego. Ale współczesna archeologia to nie jest polowanie na skarby i fantazje w rodzaju poszukiwań zaginionych światów — to systemowe badanie ludzkości w przeszłości. 99% historii badają prehistoryczne archeolodzy.

Prehistoria — to część ludzkiej historii, która istniała jeszcze przed wynalezieniem piśmiennictwa i źródeł archiwalnych. Historyczne archeolodzy swoje znaleziska mogą potwierdzić dokumentami. Archeolodzy mają trzy główne cele: nauka historii kultury, rekonstrukcja sposobów życia w przeszłości, wyjaśnienie przyczyn zmian kulturowych. To jest podstawa wszystkich badań, bo ostateczne zadanie jest bardzo proste — opis, zrozumienie i wyjaśnienie ludzkiego zachowania w przeszłości. Prehistoryczne archeolodzy badają życie człowieka poprzez identyfikację śladów jego istnienia w archeologicznych resztkach jedzenia, zabudowaniach, w rzeczach, wykonanych przez człowieka. Bardzo ważne odnosić się do każdego zabytku archeologicznego (jakim jest każdy przedmiot związany z działalnością człowieka) jak do ostatniego i niepowtarzalnego. Tylko wtedy u przeszłości będzie przyszłość. I ten, kto zniszczył w Łunie synagogi, stary młyn, cmentarz Żydowski i samolot generała Żukowskiego, nazwy ulic i pałac Romerów, spowodował nieodwracalne szkody przeszłości i przyszłości.

Pracy prehistorycznych archeologów pozwoliły sporządzić mapę stanowisk epoki kamienia i wykrytych na terenie Mostowszczyzny. Pierwsze informacje na temat archeologicznych badań około Łuny odnoszą się do 1879 r. W tym roku Łunieński doktor Sarosiek zorganizował wycieczkę na prawy brzeg Niemna, gdzie znaleziono narzędzia pracy z epoki kamienia. Znaleziska wyprawy doktora Sarosieka zapisane w I t. „Biblioteki Warszawskiej” potwierdzają, że w epoce kamienia na naszych ziemiach żyli potomkowie Ariów?: Bałty–Jaćwingowie i Słowianie Dregowicze i Krzywicze, które korzystały się wyrobami z krzemienia. W 1879 r. ta wyprawa badała zabytkowa osada nad brzegiem Niemna obok Łuna. Już w czasach sowieckich archeolog Władimir Isaenko znalazł ślady osadnictwa z epoki brązu (2–3 tysiąclecia p. n. H.). W naszej miejscowości odkryte i zbadane zabytki archeologiczne są charakterystyczne dla Jaćwingów w postaci kurhanów i kamiennych grobów. Ich na Łunieńskim terytorium na lewym brzegu Niemna w uroczysku Batorego w pobliżu wsi Żylicze zbadał Leonid Pobal. Frida Gurewicz była kierowniczką archeologicznej ekspedycji w 1955 r., odkryła do 10 kurhanów między Dzieńkowcami i Kowalami, które należą do rzadkich typów zabytków przeszłości. W 1982 r. obok wsi Nowosiołki geolog Ala Kwiatkowska znalazła 60 grobów z opracowanymi grobowymi płytami i na sztorc stawianymi kamieniami.

Stanowiska epoki kamienia w Mostowskiej okolicy

Jaćwingowie zajmowali się polowaniem, hodowlą zwierząt, pszczelarstwem, pracą na ziemi. W końcu X i na początku XI w. następuje kolonizacja Jaćwingów Dregowiczami. Świadczy o tym zmiana charakteru stanowisk archeologicznych, które już oczywiście należały nie do Jaćwingów, a słowianizowanym potomkom lub Słowianom, którzy przejęli pogrzebowy rytuał Jaćwingów.

Plemię Jaćwingów zniknęło, chociaż jeszcze długo pozostawały ślady w historii. Tak Teodor Narbutt w 1807 r. przeczytał napis na drewnianej belce kościoła w Skidlu, że jakiś Bartłomiej ochrzcił Jaćwingów w 1553 r., a Paweł Brancew wydając w 1899 r. „Historii państwa Litewskiego i starożytnych czasów” pisał: „W okolicy miasteczka Skidel mieszka ludność prawosławnej wiary, mówi w języku białoruskim, ale z litewskim akcentem. Różnią się one od innych Białorusinów brązowym kolorem twarzy, czarnymi włosami i niektórymi obyczajami. Bardzo prawdopodobne, że to potomkowie Jaćwingów”.

W okolicy Łuna wiele dużych głazów, ale tylko jeden z nich ma własną nazwę. Kamień ten leżał między miejscowościami Kamieńczany i Strzelcy, przy drodze, która prowadzi w Grodno. Popularnie nazywali go Czapka turecka i opowiadali, że podczas najazdu turków, jeden z nich stracił tutaj swoją czapkę.

Takie olbrzymy–wrogowie zaatakowali naszych przodków, ale uciekali podbite tak, że tracili czapki. Podobnych zabytków o Łunie odkryto nie bogato, ale to nie znaczy, że ich nie ma.

Krajoznawcy Wołkowyska zrobili swoje miasto starszym na 277 lat, znajdując pisemne wspomnienia o Wołkowysku od 1005 r. Do krajoznawców, zakochanych w swój kraj, książka historii nigdy się nie kończy.

Historyk Paweł Bobrowski, opisując grabieży Grodzieńszczyzny w 1241 r., pisze: „Z upadku stolicy upadło udzielne księstwo Grodzieńskie. W środku zniszczonego kraju jeszcze stali pozostałości umocowań, gdy w tym samym roku przybyli z północy Litwini (Letuwisy) pod kierownictwem swoich książąt Erdiwiła, Wikinda, Tauciła Monciwiłowiczów, wysłanych wujem swoim Wielkim księciem Mindowgiem do spustoszonych i bezbronnych ziem słowiańskich. Erdiwił bez oporu stał się władcą miasta, przywrócił wzmocnienia i w pobliżu wału z drewnianą ścianą, według zwyczaju Słowian, zbudował mocną wieżę. Wszystko to było zrobione z taką prędkością i z takim powodzeniem, że kiedy mongołowie, w nadziei nowej zdobyczy, ruszyli z południa pod naczelnictwem królewicza Szejbaka i rozbili Mindowga na brzegach Niemna w pobliżu Łuna, Erdiwił, mając oparcie w Grodzieńskim wzmocnieniu, odważnie ruszył na pomoc wujkowi i przyczynił się błyszczącej porażce mongolskich wojsk gdzieś w Lidzkim powiecie. Szejbak zginął, mongołowie uciekli i Mindowg, tryumfujący i w innych zwycięstwach, stał się właścicielem wielu ziem, tworzących obecną Grodzieńską prowincje”. Jak to zrozumieć? Łuna istniała w 1241 r.? Czy to jest tylko przypisane do współczesnej wsi? Na te pytania trzeba szukać odpowiedzi.

Z dzieł pisarza–krajoznawca Dmitrija Gawrylina z Żylicz, można stwierdzić, że w 1409 r. między Łunem i Wołkowyskiem doszło do bitwy Grodzieńskiej drużyny z krzyżakami, którzy w 1284 r. po raz pierwszy pojawiły się w naszych miejscach, i potem około 20 razy powtarzali ataku aż do 1410 roku.

Ale pierwsza wzmianka o Łunie (Woli) w dokumentach historycznych jest pod 1503 rokiem. Zauważam, że dalej będą się przeplatać miejsce Łuna i miejsce Wola, którą póżniej nazywano „sielchozchimija”, której też już tam nie ma.

W czasie ataku Moskwy na Smoleńsk książę Konstanty Kroszyński stracił tam swój majątek i otrzymał od Wielkiego księcia Aleksandra dziedziniec Dubna nad Niemnem, a na pustkach w 1513 roku zbudował dwór Łuna (Wola) i zapisał swojemu zięciowi Januchnie Bohdanowiczu Sapieże (1490–1546).

Tak z prac historyków i archeologów można w dotyku składać historię Łuna, tym samym nadając przeszłości przyszłość.

Łuna i Wola

Libertas civitatis.

(Wolny lud. Wolny kraj)


Wola-nie to, że ręce wywołają

Wola- to nie to, że ręce uwolnią,

klatkę malutką na większą zamienią

Wola-to nie to, że

»wolny« — usłyszysz.

Wola- to wola, którą odczujesz.

Larysa Geniusz

Dwie historie

Z dawnych czasów Łunie miała swojego „satelitę” — Wolę. Dlatego starożytna Łuna ma jak gdyby dwie historie: samego Łuna i Woli. W tym, że Łuna jest stare, nie ma wątpliwości. Największy wiek nadaje miasteczku książka „Pamięć, Mostowski rejon”: „Uważa się, że osada ta powstała nie później 12 w.”. Ale, przecież, od czasów późnego neolitu (2 poł. 3. tys. do n. H.) znane są tak zwane „bursztynowe drogi”. Jedna z nich odbywała się po Niemnie i Zachodnim Bugu. Czy nie istniało Łuna już wtedy? A ci nie mógł istnieć „krzemieniowy szlak” z Krasnosielskogo kompleksu krzemieniowych produktów przez Łunieński „port”? Ale na pewno Łuna istniała, kiedy działała na Niemnie droga z „Waregów do greków” w 9–13. w., co odpowiada wpisu w książce „Pamięć”.

Niestety, źródeł pisanych o tym na razie nie udało się znaleźć. Jeśli powoływać się na książkę „Pamięć. Mostowski rejon”, można znaleźć następujące wpisy o Łunie: „W literaturze stwierdzono taki fakt, że na wiosnę 1400 r. krzyżowcy szli w Wołkowysk przez Łunę”. W 1410 r. odbyła się decydująca bitwa pod Grunwaldem, w której wzięło udział 17 białoruskich chorągiew. „Istnieją przypuszczenia, co w nich byli mieszkańcy Mostowszczyzny, bo nasz kraj wchodził w te (Grodzieńskie i Wołkowyskie) księstwa. A w tym czasie istniały Mosty, Łuna, Piaski, Mikielewszczyna, Ściepaniszki”. Wielu naszych przodków zginęło na polu walki, a wdzięczni rodacy urządzili na ich cześć symboliczne kopce. Takie kopce zachowały się w okolicy Łuna w miejscowości, która nazywa się Ćwintar. Starsi mieszkańcy twierdzą, że w przeszłości był tu kościół. „Widać kopce były usypano po nabożeństwie ofiar z pola bitwy” — opowiada się w „Pamięci”. I jak nie szkoda o tym mówić, ale „z pieśni słowa nie wywiniesz”. Na rozkaz kolchożnego „predsiedaciela” zaorali te kopce „potężnymi traktorami” i posadzili cukrowe buraki. Jak wspomina była kołchożnica Helena Bajkowska, jej młodej wtedy jeszcze dziewczynie, dali działkę tych buraków. Ale nie mogła ich uprawiać, bo kiedy pracowała na polu, to natychmiast zaczynała wymiotować od wiele rozrzuconych ludzkich kości.

Бесплатный фрагмент закончился.
Купите книгу, чтобы продолжить чтение.
электронная
от 7
печатная A5
от 389