Автор дарит % своей книги
каждому читателю! Купите ее, чтобы дочитать до конца.

Купить книгу

Dla moich dzieci i dzięki mojej Żonie. Dzieciom dziękuję za inspirację, a Żonie za motywację

Cześć

Mam na imię Fryderyk. Fryderyk Wyjątkowski. Chcę Wam opowiedzieć o mojej mamie. Jest ona bardzo mądra. Chyba najmądrzejsza na całym świecie. Zawsze kiedy mam z czymś problem, wymyśla dla mnie wierszyk i rozwiązanie pojawia się jak przez machnięcie magiczną różdżką.


Wszystko zaczęło się od dnia kiedy miałem dwa latka i mama chciała przekonać mnie do nie korzystania już więcej z nocnika. Nie spodobało mi się to wtedy. Jednak kiedy usłyszałem ten wierszyk wszystko się zmieniło:

Pożegnanie z nocnikiem

Nocniku, nocniku mój Ty pomocniku,

Gdy się poznaliśmy, nie było mi do śmiechu,

Mamusia sadzała mnie na Ciebie pełna ciepłego uśmiechu,

Ja jednak płakałem, wyrywałem się i kopałem,

Z wygodnych, jednorazowych pieluszek zrezygnować nie chciałem.


Nocniku, nocniku mój Ty pomocniku,

Całe życie robiłem pisiu i kupkę w pieluszki,

Nagle rodzice zmuszają mnie, żebym przed tym ściągnął ciuszki,

Nie wiedziałem najpierw co w tym jest fajnego,

Przecież robiąc w pieluchę mogę równocześnie bawić się w kolegą.


Nocniku, nocniku mój Ty pomocniku,

Mamusia raz, dla odmiany, założyła mi majciochy,

Od razu zauważyłem ile dzięki temu mam radochy,

Nic mnie między nogami nie uwierało,

Wygodniej i szybciej też mi się biegało.


Nocniku, nocniku mój Ty pomocniku,

Gdyby nie Ty, bawiłbym się z kupką w gatkach,

Gdyby nie Ty roznosiłbym smrodek po wszystkich sąsiadkach,

Dzięki Tobie umiem już siusiać na dworze,

Czasem jedynie jeszcze Tata mi trochę pomoże.


Nocniku, nocniku mój Ty pomocniku,

Przeżyliśmy wspólnie wspaniałe chwile,

Na pewno będę Cię wspominał długo i mile,

Przyszedł jednak czas naszego rozstania,

Bo umiem już siusiać bez z Ciebie korzystania.


Nocniku, nocniku mój Ty pomocniku,

Toalety są dla nie o wiele wygodniejsze,

Nocniki są odpowiednie na dzieci mniejsze,

Żegnaj więc mój drogi przyjacielu,

Na pewno pomożesz jeszcze dzieciom wielu.

Ciekawy prawda? A to jeszcze nic. Kiedy pierwszy raz w życiu, babcia dała mi posmakować batonika czekoladowego — miałem wtedy cztery lata — nie chciałem już jeść nic innego. Żegnajcie warzywa, do widzenia owoce — mówiłem. Mama była wtedy bardzo nie zadowolona i niezwykle zmartwiona. Denerwowała się bardzo, kiedy nie chciałem jeść nic poza słodyczami. Wymyśliła wtedy taką opowieść:

Puf i Pufinka

Cukierkowa kraina, mlekiem i miodem płynąca,

A w niej para włochatych kuleczek mieszkająca,

Mają na imię Puf i Pufinka,

I bardzo wesoła jest z nich rodzinka.


Mieszkają w miejscu, którego każde dziecko im zazdrości,

Gdzie na śniadanie, obiad i kolacje je się tylko słodkości,

Mama zębów później myć nie karze,

A czasu na mycie i spanie nie ma na ich zegarze.


Wszystkie drzewa i rośliny zrobione są z cukrowej masy,

Jeziora i rzeki to mleko miodowe, w której pływają ananasy,

Nikt nie zmusza tu do jedzenia tłustej kiełbasy,

Bo co dzień można wybierać zupełnie inne, pyszne, słodkie frykasy.


Puf i Pufinka to male niebieskie kuleczki,

Na co dzień wymyślają ciągle nowe po słodycze wycieczki

Znaleźli ostatnio, na polu Ptasiego Mleczki,

Puchate, sztuczne, z waty cukrowej owieczki.


Jedzą cukierki bez pamiętania,

Aż brzuchy ich bolą od tego objadania,

Niedługo będą potrzebować pomocy do wstawania,

Bo brzuchy staną się za ciężkie od tego niezdrowego cukru zajadania.


Puf ma już tylko dwa zdrowe zęby,

Pufinka ma ich więcej, ale za to brzydki zapach z gęby,

Do dentysty nie pójdą nawet za dwa czekoladowe dęby,

Wolą, aby wyrwał im pozostałe, Świstak Krzywozęby.


Jak się wprowadzili do tej krainy cukierkowości,

Myśleli, że nie ma na świecie większej przyjemności,

Jedzenie słodyczy sprawiało im przecież tyle radości,

Nikt nie powiedział im jednak o cukru szkodliwości.


Warzyw też nikt tu nigdy nie widział,

Gdyż regulamin krainy tego nie przewidział,

Plotkę jednak biała mewa roznosi,

Że w w puszystych chmurach, mieszka para, co cukru nie znosi.


Krainę zbudowali tylko ze zdrowej żywności,

Bo warzywa i owoce służą naszej zdrowotności,

Poprawiają odporność i wzmacniają nasze kości,

Dbają o wzrok, słuch i tworzenie w mózgu mądrości,


Witamin i Minerał, tak się nazywają,

Przepisów na pyszne warzywa bez liku posiadają,

Cukierków i batonów w swoje kuchni nie mają,

Pomimo tego, jeść bez przerwy uwielbiają.


Puf i Pufinka zmęczeni już byli smakiem cukierków,

Brzuchy ich bardzo bolały, na samą myśl o zjedzeniu kolejnych żelków,

Postanowili poznać nowych z chmur kolegów,

I nie być już częścią mieszkańców cukierkowej krainy szeregów.


Po miesiącu przebywania w Minerała i Witamina krainie

Odzyskali energię i radość jaka z jedzenia płynie,

Puf z odporności i zdrowia teraz słynie,

A brzydki zapach z ust Pufinki, od słodyczy, już na zawsze zginie.


Zrzucają teraz co dzień, na cukierkową krainę,

Do gotowania zdrowych posiłków maszynę,

Aby każdy mógł skorzystać i o zdrowotności warzyw się dowiedzieć,

Następnie, polecić przyjaciołom i tą historię im opowiedzieć.


Nie znaczy to jednak, że całkowicie z ciastek trzeba zrezygnować,

Należy jedynie nauczyć się nad cukrowym głodem panować,

Raz dziennie, mały batonik to jeszcze nie tragedia,

Byle ilość zjedzony w ciągu dnia warzyw była odpowiednia.

Oczywiście nie zrezygnowałem całkowicie ze słodyczy. Zrozumiałem jednak, że nie są one dla mnie najzdrowsze. Uzgodniliśmy razem z mamą, że jak będę bez marudzenia zjadał obiad, który mi przygotuje, to raz dziennie będę mógł zjeść jakiś słodki deser. Często nawet teraz pieczemy różne ciasta razem z mamą, bo podobno są dużo zdrowsze od kupnych batoników.


Prawie bym zapomniał o jeszcze jednym wierszyku. Kiedy miałem ten czas jedzenia tylko samych słodyczy, powstał też problem z kupką. Nie wiem jak bym się starał, napinał i wyginał, nie mogłem jej zrobić tak łatwo jak kiedyś. Wtedy mama opowiedziała mi historię o Królu Leonie:

Zatwardziały Król Leon

Król Leon mieszkał w ogromnym królestwie,

Tron objął mając 5 lat, czyli jeszcze w dzieciństwie,

Poprzednio rządziły tu same mądre głowy,

Król Stefan Wielki, Król Wodzisław Wspaniały,

oraz Król Leon Senior — ale tylko do swego życia połowy.


Królestwo Owocówko, tak zostało przez pierwszego władcę nazwane,

Skąd na całą rozległą krainę różne owoce były co dzień zrywane,

Przy zamku rosły najlepsze owocowe drzewa,

Oferowały soczystość, miękkość i co tylko do zdrowia potrzeba.


Wszyscy mieszkańcy korzystali z dobrodziejstw urodzaju,

Pracując ciężko i jedząc do woli, jak to było w zwyczaju,

Tylko Król Zatwardziały, nie korzystał ze skarbów natury,

Nie był jednak z tego powodu zły, czy ponury.


Bardzo lubił przechadzać się po okolicznych sadach,

Uwielbiał tam raczyć swych gości na wystawnych obiadach,

Nie oszczędzał wtedy na tłustych mięs wyborze,

Gdyby polować nie umiał, to byłaby dopiero plama na honorze.


Natomiast nie widział Król sensu w owoców jedzeniu,

Lubił tylko po sutym obiedzie, odpoczywać w drzewach cieniu,

Tak też robili jego przodkowie, wielcy przecież Królowie,

Nie mógł przecież zmienić tradycji jedzenie, bo jeszcze ktoś się dowie?!


Leon miał jednak mała tajemnicę, o której nie mówił nikomu,

Trzymał ją w sobie i strasznie się męczył w swoim własnym domu,

Wszędzie gdzie się udał był albo noszony, albo na koniu wieziony,

Było jedno miejsce gdzie Król chodził piechotą i nie zabierał korony.


Męczył się tam przeogromnie, cierpiąc straszne katusze,

— Chyba w końcu, komuś o tym problemie powiedzieć muszę,

Brzuch mi rozpiera strasznie od środka,

Mam tą przypadłość od najstarszego przodka.


Kiedy coś zjem i próbuję kupkę później z siebie wyrzucić,

Zaczynam płakać i się ogromnie smucić,

Wyginam się, pierdzę, pcham z sił całych,

A nawet nie mogę wydusić bobeczków małych.


Postanowione, ogłoszę dziś w Królestwie co następuje:

— Kto swego Króla kocha i szanuje,

Problemu wagę poważa i pojmuje,

Tego na rycerza ostatecznie pasuję,

Jeśli lekarstwo skuteczne dla Króla przygotuje!


Zjawił się pierwszy, skośnooki śmiałek z Przedmorza,

Zarzekał się, że na każdą przypadłość jest jego proszek z węgorza,

Król wypróbował lekarstwo nowe,

I tak się zaczął krztusić, dławić, że aż upadł na swe schody diamentowe.


Drugim śmiałkiem był wysoki, dobrze zbudowany blondyn z Portu,

Obiecywał, że na pewno Królowi pomoże talerz jego z wodorostów tortu,

Leon niechętnie zjadł cały cuchnący kawałek,

I widzieliśmy już tylko, lecący za uciekającym blondynem, wałek.


Ostatnim chętnym, który odważył się u króla zjawić

Był mały chłopiec, o niebieskich oczach, co lubił w sadzie przypałacowym się bawić,

Przyniósł on królowi, koszyk jabłek, z drzew po wschodniej zamku stronie,

Oraz koszyk śliwek, z jaskini, gdzie ogromny smok wielkim ogniem zionie.


Król tylko spojrzał zmęczonym okiem, grymas zrobił na twarzy,

— Jak to mi pomoże — powiedział, zanosząc się śmiechem — możesz żądać co tylko Ci się wymarzy,

— Jedz, mój Królu kochany, śliwki trzy razy dziennie i jedno jabłko po każdym posiłku,

A zarzekam się na zdrowie swoje, że pozbawi Cię to długiego i męczącego wysiłku.


Król Leon, już po dwóch dniach stosowania kuracji,

Nie mógł zaprzeczyć, chłopca o niebieskich oczach, racji,

Posłał więc szybko po niego,

Swojego jedynego, najwierniejszego giermka zaufanego.


— Czego zatem — mówi Leon, jak się już spotkali — pragniesz, chłopcze drogi?

Może Ci pomóc jak ktoś jest Ci wrogi?

Może rycerzem chcesz stać się i wstąpić w Armii Królewskiej progi?

Może wystarczą Ci, najlepsze w tej krainie, ruskie pierogi?


— Mam już kota — mówi chłopiec — z którym bawić się mogę,

Mam rodziców, co wspierają mnie gdy zaniemogę,

Mam też zdrowie, więc i w polu rodzicom pomogę,

Może tylko kucyka, abym mógł szybciej pokonywać do domu drogę?


Król tylko szeroko się uśmiechnął,

Ręką znacząco na giermka machnął

I w kilka minut przed chłopcem kucyk stanął

Wywołując w niebieskich oczkach, szczęścia łezkę małą.


Od tego pamiętnego dnia, tam gdzie Król chodzi piechotą,

Kto miał rozpierający w brzuszku problem, chodzi już z ochotą,

Вы прочитали бесплатные % книги. Купите ее, чтобы дочитать до конца!

Купить книгу