электронная
108
печатная A5
450
16+
Perłowa pani

Бесплатный фрагмент - Perłowa pani

Proza po polsku


5
Объем:
310 стр.
Возрастное ограничение:
16+
ISBN:
978-5-4493-7394-6
электронная
от 108
печатная A5
от 450

Rozdział 1

Za oknem martwe morze. Na horyzoncie był biały żagiel jachtu. Kobieta ze zdziwieniem patrzyła na mężczyznę, który włożył pawie pióra do wąskiego wazonu stojącego twarzą do okna. Właśnie przybyła do Pałacu Pawi dzisiaj, a on jej nawet nie zauważa!

— Iwan Siergiejewicz, co robisz z piórami? Zapytała, unosząc jej białe włosy na głowie.

— Victoria Lvovna, nie zawracaj mi głowy! Robię antenę, zwykłą antenę — odpowiedział mężczyzna, ukrywając druty w pawich piórach.

— Dlaczego tak trudno, kochanie? Można powiedzieć, tajemnica.

— Powiem ci wszystko! Minimalizuję życie od kłopotów. Obserwuję mój stan królestwa i mój pałac.

«Wyjaśnij to bardziej szczegółowo» — spytała kokieteryjnie Victoria Lvovna, choć mniej była nią zainteresowana. Wciąż miała nadzieję, że wróci do domu na zawsze.

— Czy pamiętasz historię Puszkina: «Panowanie, leżąc na boku»? Tak więc wypełniam przymierze wielkiego opowiadacza. Bardzo lubię leżeć podatnych ludzi.

— Wyjaśnij tym, którzy nie rozumieją! — kapryśnie zawołała kobieta.

Victoria Lvovna wciąż próbowała zwrócić na siebie uwagę mężczyzny.

— Ok, wyjaśnię. Faktem jest, że mam sieć urządzeń podsłuchowych, a antena pomaga mi poprawić jakość komunikacji z moimi pracownikami, a jeśli ktoś ją dotknie…

— A ty mnie słuchasz? — przerwała mu Viktoria Lvovna, prostując kołnierz białej bluzki. Tak, a ona była cała ubrana w białe skórzane ciuchy.

— A potem! Ukochana kobieta powinna być pod kontrolą cesarza!

«Już jesteś hrabią, królem i cesarzem!» Wszystko, obraziłem się.

Victoria Lvovna, najpiękniejsza z kobiet, myślała i łkała. Przez jej umysł przemykał się bałagan, o którym mówiła w różnych momentach i przy różnych okazjach. Wzięła skórzaną walizkę na kółkach, które jeszcze nie zostały rozpakowane, wezwała taksówkę i wyszła do pensjonatu, a Iwan Siergiejewicz, który był nazywany Hrabikiem Pawiakiem, ustawił anteny w domu, który należał do niego od niepamiętnych czasów.


Słońce świeciło i ocieplało się. Fale ujścia leniwie wybiegły na brzeg. Dwie dziewczyny się nie spieszyły. Leżeli na dywanie, ciesząc się życiem. Byli dobrzy. Pragnienie całkowicie nieobecne. Euforia wakacji była kompletna. Nikt nie leżał obok nich, więc nikt im nie przeszkadzał.

Wiatr wzmógł się z morza. Młody wiatr był mrożąco chłodny. Wiatr leciał tajemniczo, w nim czaiły się całe stada białych motyli. A cała ta tajemnica natury wirowała nad ludźmi opalającymi się. Publiczność na plaży zaczęła zajmować pozycję pionową. Ludzie szybko zakładają jasne ubrania. Słoneczny letni dzień cicho stał się pochmurny. Jedna z dziewcząt z zimna zaczęła się obracać.

— Bella, chodźmy do domu! — zawołała, nerwowo tupiąc w jednym miejscu. — Jestem zimny i przerażony. Pogoda zmieniła się tak drastycznie! Te motyle! Nie lubię owadów ze skrzydłami! Och, oni mnie dopadli! Och, boję się ich!

Dziewczyna wstała z miejsca. Zarzuciła kapelusz na głowę, odgarniając z siebie białe motyle, podskakując w porę kapeluszem i wiatrem.

— Alla, spójrzmy na motyle. Są takie piękne! Lecą tak świetnie! Kiedy spotkamy żywą białą chmurę latających skrzydeł! To jest cud! — zainspirowała wykrzyknęła Bella, dotykając swoich blond włosów, patrząc na stado białych motyli.

— Na co na nich patrzeć?! Gąsienice są niedokończone! — powiedziała z irytacją Alla, zakrzywiając się całym ciałem i pokazując, że nie lubi białych motyli latających wokół nich.

— Nie wiem, gdzie się spieszymy. Przed lunchem dwie godziny. Załóż zasłonę i uspokój się! Tak, przestań drgać! Motyle nie gryzą! — pouczająco powiedziała Bella.

— Gąsienica Caterpillar, czy nie myślisz o jedzeniu? — przyjaciel trochę ją irytował.

— Tak, zawsze chcę jeść! Zawsze pamiętam o lunchu! Ale tu jest tak dobrze! Cieszę się, że siedzę na plaży w niewoli białych motyli. I nie jest gorący. I tak piękne z tymi latającymi motylami na całej plaży!

— Zabijasz mnie! Tak, spójrz na nas z boku! Gdyby tylko jeden facet przyszedł do nas! Jakby nie byli na plaży! Z twojego powodu — miłośnicy jedzenia — i nikt nie patrzy na mnie!!! — krzyknął Alla.

Słowa dziewczyny usłyszały wiatr. Okrążył dwóch młodych mężczyzn i przeciągnął ich wzdłuż plaży do dziewcząt. Faceci zataczali się w strugach morskiego wiatru. Były owinięte białymi motylami i, jak dwie gąsienice, spadły z podmuchu wiatru u stóp Alla.

— Alla, jesteś prezentem od wiatru! Kogo zapytałeś, to i otrzymałeś! — wykrzyknęła Bella, całkiem zadowolona z sytuacji. — Zobacz, jak zabawni są w białych motylach! Są jak w białych koszulach! Mają motyle na twarzach!

— Chłopcy miód otynkowany! Są tak lepkie, że zebrały wszystkie motyle! — wykrzyknęła Alla z pogardą.

— Dziewczyny, pomóżcie! — krzyknął blondyn. — Mamy krem z filtrem przeciwsłonecznym!

Bella przerzuciła dywan nad młodymi ludźmi: motyle zostały zdmuchnięte jak wiatr.

— Jestem młodszym asystentem wiatru! — wykrzyknęła Bella, nie odrywając oczu od blond, powoli składając matę pod matą i wkładając ją do torby plażowej.

Młodzi ludzie zaczęli podnosić się z ziemi, próbując strząsnąć ostatnie przymocowane do nich motyle. Wydawało się, że wyrosły z piasku: duże i piękne, młode i silne.

— Yura, spójrzcie, jakie dziewczyny! Jakie dziewczyny! Świeć!

— Pasha, czego ich chcesz? Czy tęsknisz za dziewczynami?

— A więc brunet to Pasha — powiedziała Bella.

«Chłopcy, jesteśmy zwykłymi dziewczynami,» powiedziała żartobliwie Alla.

— Dziewczęta, ale nie jesteśmy z twojej kolekcji — powiedziała Yura, blondyn o średnim wzroście dwudziestu sześciu lat.

Bella szybko włożyła szorty i górę. Może wydawać się to dziwne, ale nie była w solidnym stroju kąpielowym i wyglądała całkiem normalnie. Alla powoli wstała i ubrała się. Młodzi ludzie spojrzeli na dziewczyny z szacunkiem i spojrzeli na siebie. Docenili je dość szybko.

— A wy dziewczyny jesteście niczym! — zawołał Pasha, młody człowiek o silnym wyglądzie około dwudziestu pięciu lat. — Dziewczęta, zjednoczyć ich wysiłki w bezczynności? Nasze wakacje jeszcze się nie skończyły.

— Zgadzam się — odparła szybko Alla, obawiając się, że zmienią zdanie i spojrzała pytająco na przyjaciółkę.

Wszyscy czterej wstali i opuścili miejsce, gdzie zostali zaatakowani przez motyle. Wiatr szybko poleciał i szybko zniknął. Chłód pozostał.


Młody człowiek o cienkich rysach, z elastyczną postacią, podszedł do brzegu morza. Z zainteresowaniem spojrzał na trzypiętrowy pałac. Peacock Palace, jak nazywali go wszyscy miejscowi, stał na pierwszej linii od strony morza. Wytrzymała budowla wydawała się wyrzeźbiona ze skały na zawsze. Żadna z osób mieszkających w tych częściach nie reprezentowała brzegu morza bez tego starożytnego budynku.

Wkrótce leżał już w białym fotelu i patrzył na jacht z białymi żaglami płynącymi po horyzoncie. Zauważył, jak nad jachtem pojawiła się biała chmura i poleciał na brzeg. Nazywał się Ilya. Był znudzony. Spojrzał ze smutkiem na brzeg i zauważył dwie dziewczyny leżące na piasku niedaleko niego. Bardzo lubił jedną z nich. Zapomniał o morzu, pałacu, białym jachcie, słońcu, które paliło mu ramiona. Widział tylko ją. Widział białe motyle latające u młodych ludzi.

Pomyślał, że motyle pochodzą z białego jachtu na horyzoncie. Najprawdopodobniej te motyle były białą chmurą nad jachtem. Podszedł do miejsca, które opuścili młodzi ludzie i opiekował się dziewczynkami. Nieco żałował, że znów był przed dwoma facetami. Znowu nie miał czasu, żeby najpierw spotkać się z dziewczynami. Jednocześnie zdał sobie sprawę, że zawsze mu się to przydarza. On wybiera — zostaje zabrany.


Dwie dziewczyny i dwóch facetów szły powoli wzdłuż plaży. Faceci mieli płetwy w rękach, a dziewczęta nosiły torby plażowe z portretami nieznajomych.

— Dziewczyny, gdzie mieszkasz? Gdzie idziesz? — spytała Yura i szybko kontynuowała mówienie, nie czekając na odpowiedź. — I dotarliśmy na centralną plażę z płetwami i nie ma tu żadnego miejsca do nurkowania. Chodziliśmy, chodziliśmy po wodzie i wszystko było płytkie. To jest plaża dla dzieci. Zawsze chodzimy na inną plażę, tam jest głęboka.

— Yura, Pasza, żyjemy w sektorze prywatnym. Mamy dom dla dwojga — odpowiedziała mu Alla. — Chodzimy po płytkiej wodzie na tej plaży i opalamy się.

— Świetnie! — zawołał Pasha. — Mamy więc takie same warunki życia z tobą. Mieszkamy w pensjonacie razem w tym samym pokoju i nie możemy pływać w piasku płytkiej plaży.

— Wow! — zawołał Alla. — I mówią: warunki są takie same! Tak, w naszym domu są tylko dwa maleńkie pokoje: w jednym jemy, aw drugim śpimy. Okna są małe i nie otwierają się. Okno jest jedno i to maleńkie!

— Dziewczynki, rzucimy rzeczy w pensjonacie i dziś będziemy u twoich stóp! — odparł Pasza, nie słuchając oburzenia Alla na jej surowe życie.

— Panowie, przyniesiemy nasze dywaniki i wyjdziemy. Gdzie się spotkamy? — zagrzechotała Alla, całkiem uśmiechnięta z tak miłych młodych ludzi.

— Do zobaczenia przy fontannie! Wciąż pyta: — Yura lekceważąco zauważyła i wskazała fontannę na końcu plaży, z której powoli podnosiła się i opadała strużka wody.

— Cóż — odpowiedział Alla.

Dziewczyny szybko poszły do domu, stojąc w cieniu drzew. Uśmiechali się i rozmawiali o wiatrze na plaży, o wspaniałych motylach i o młodych ludziach. Weszli do małego pokoju, spadli na stare metalowe łóżka z puchowymi łóżkami i ogromnymi białymi poduszkami. Bella położyła się na łóżku pod oknem. Na małym oknie znajdowały się trzy pawie pióra, oparte o szklankę, przypominające słoneczną drogę do morza.

Trawa zadzwoniła w słońcu i zamieniła się w siano u nasady. Było nieznośnie gorąco. Bella i Alla jechali razem z kierowcą w dużej kabinie przejeżdżającego samochodu. Przejechali rezerwat stepowy. Po pewnym czasie samochód wjechał na półwysep, przejechał obok bocianów. Ich olbrzymie gniazda znajdowały się na biegunach mocy.

Samochód szybko zawiózł wioskę, otoczoną z trzech stron morzem. Po jednej stronie wioski znajdowały się dwie plaże: jedna dzika, ze stromymi brzegami, a druga zwyczajna.

«Centralna plaża wyróżnia się drobnym piaskiem i płytką wodą, można spacerować wzdłuż płycizny przez długi, długi czas, a woda nie podnosi się ponad klatkę piersiową», powiedział kierowca, biorąc opłatę za przejazd.

Dziewczęta przybyły do morza, wynajęły dom na podwórzu. Naprzeciw nich stał dom, w którym mieszkała para starszych. Starsi ludzie spotykali się każdego lata na lokalnej plaży, potem pobrali się i kupili mały dom, a później zbudowali swój dom zgodnie z modnym projektem w tym czasie.

Dwa domy połączone były łukiem z gałęziami winogron, które owinęły drewniane kraty w artystycznym nieładzie. Na podwórku rosły jabłka i śliwy. Poza terenem otaczały drzewa pigwy. Udogodnienia na dziedzińcu zawierały zimną wodę z fajki, która biegła bezczynnie do naczyń lub czajnika. Obok żurawia stał stół i dwa sklepy, które jadano latem.

Właściciel tych dwóch domów najczęściej pracował w warsztacie, przymocowanym do dużego domu. Na podwórzu gościł Ivanovna. Dała odwiedzającym mały dom i wyhodowała pomidory na sprzedaż. Pomidory pokrywały całe piętro werandy, pozostawiając mały chodnik. Gospodyni stale opowiadała, jak trudno było jej sprzedawać pomidory…

Bella przestała pamiętać dzień przyjazdu i powiedziała:

— Alla, nie chodźmy na randkę przy fontannie. Nie chcę przygody z tymi młodymi ludźmi! Boję się ich! Nie rozumiem ich i nie wiem — jęknęła dziewczyna, dotykając zielonkawych piór pawia.

— Bella, a ja jestem zbyt leniwy, by iść, ale naprawdę chcę przygody. Jestem zmęczony nudą! Co zamierzamy zrobić? I lenistwo i strach, i naprawdę chcą przygody? Na pierwszy rzut oka młodzi ludzie pojawili się na naszym horyzoncie, ale jesteśmy zbyt leniwi, aby to zrozumieć. Wiesz, pójdę, a ty położysz się na boku i będziesz się bał! Pójdę do nich sam, «złowróżbnie Alla, patrząc na ubrania w szafie.

— Idź sam. I nie pójdę! «Chcę spać,» powiedziała Bella sennym głosem.

— Zgadzam się. Pójdę sam do fontanny z wodą pitną, a ty gotujesz obiad! Nie pójdziemy dziś do kawiarni — poleciła Alla i spojrzała na Bellę. Na perłowych perłach zobaczyła białego perłowego motyla. «Gdzie motyl pojawił się na paciorkach?» — pomyślała. Wydało jej się, że motyl potrząsa jej głową w porę z oddychaniem Belli.

Alla machnęła ręką do swojego przyjaciela i wybiegła z domu. Była szczupłą dziewczyną średniej wysokości, z brązowymi włosami pod ramionami. Dość szybko podeszła do fontanny. Z drugiej strony Yura, młody mężczyzna średniej wielkości z blond włosami, zbliżyła się do fontanny. Obaj patrzyli na siebie z nieukrywanym zainteresowaniem stalowymi oczami.

«Mam na imię Alla,» powiedziała i uśmiechnęła się przyjaźnie.

— Nazywam się Yura, — uśmiechnięta młoda dziewczyna, młody człowiek przedstawił się — i ja osobiście cię lubię, a nawet więcej.

— Cieszę się, że to ty przyszedłeś. Od razu cię zauważyłem — odpowiedziała Alla, uśmiechając się z białymi zębami, otwartym uśmiechem.

«I cieszę się, że jesteś zadowolony i że to ty tu przyszedłeś» — powiedziała Yura, nadal się uśmiechając, pokazując wspaniałe białe zęby.

— Co zamierzamy zrobić? Gdzie iść? — spytała dziewczyna.

— Alla, czy nie boisz się wysokości? Chciałbym wspiąć się na wieżę. Wysokość kiwa mnie! Chcę zobaczyć latarnię morską. Wraz z nim obserwując morze.

— Cóż, chodźmy do wieży. Nie mam nic przeciwko. Latarnia morska nazywa się tutaj wieżą…

Alla i Yura poszły w kierunku wieży dwa kroki od siebie, ale z każdym krokiem zbliżyły się do siebie iw pewnym momencie dołączyły ich palce. Oboje zatrzymali się i spojrzeli sobie w oczy. Nie chciałem iść.

— Yura, czy nie idziemy do wieży? Patrząc na siebie?

«Chodźmy do parku, tutaj każda grupa drzew nazywa się parkiem, jeśli nie są to drzewa owocowe,» powiedział młody człowiek i ściśnął dłoń dziewczyny mocniej.

Zaparkuj, czy nie, ale usiedli na najbliższej ławce pod kasztanem.

— Yura, kim ty pracujesz? Jeśli nie jest tajemnicą? — spytał Alla, żartobliwie wpatrując się w oczy młodego mężczyzny.

— Jesteśmy. Brak Nic Nie żonaty. Nie brałem udziału. Nie było.

— Ale poważnie? Naprawdę chcę wiedzieć, z kim rozmawiam, który mi się podobał! Aby kontynuować znajomość — i uśmiechnęła się swoim najlepszym uśmiechem.

— Jesteśmy z sił specjalnych. Jesteśmy wspaniałymi i okropnymi marcepanami z motylami!

— Żart? Wszyscy żartujesz! I urażam sobie, że rozmawiam z kimś nieznanym nikomu — Alla wydęła wargi.

— Nie, jesteś — Yura się sprzeciwiła — jak mogłem odważyć się żartować z dziewczyną! Jestem poważną osobą! Odpowiem bezpośrednio: jesteśmy z sił specjalnych!

— Tak, jesteście silni, ale wasze włosy są długie włosy.

— Tak, jesteśmy zwinnymi facetami. Kim jesteś?

— my? Aby wiedzieć, kim jesteśmy? Jesteśmy dwiema dziewczynami z plaży.

— Alla, tak, twoja odpowiedź jest jeszcze bardziej stroma i nie podoba mi się to!

— Jesteśmy dwoma artystami. Malujemy pudła — odpowiedziała ze smutkiem.

— Czy nudne jest malowanie pudła pod nitowaniem? — zaśmiał się.

— Znudzony? Nie Podoba nam się to. Pracujemy jako fotografowie. Niezawodny, odpowiedziała poważnie dziewczyna.

— Jesteś żonaty? Pytanie jest fundamentalne dla związku.

— Nie, jesteśmy wolnymi dziewczynami! W naszej fabryce pracują tylko dziewczęta i kobiety. Mężczyźni rzadko zaglądają do naszego studia artystycznego tylko wtedy, gdy pudełka są sprowadzane do pracy. Nie, nie jesteśmy małżeństwem! — Alla położył kres pytaniu i zaczął wyglądać smutno w kierunku morza.

— Alla, przepraszam, ale z jakiego miasta pochodzisz? Czy mogę to nazwać? — kontynuował knowanie pytań Yura w prawie zamkniętych drzwiach.

— Z regularnego. Jest takie miasto — odpowiedziała Alla, gotowa zawrócić i skierować się w stronę małego, ale przytulnego domu.

— Zrozum, rozmawiaj i dzwoń do swojego miasta, którego nie chcesz. A ja i Pasza przybyliśmy ze stolicy, obaj pracujemy jako programiści — powiedziała Yura. — Nie jesteśmy małżeństwem i nie jesteśmy małżeństwem. Studiowaliśmy, służyliśmy w wojsku i pracowaliśmy.

— Yura, powiedziałaś, że jesteś z sił specjalnych. Teraz oszukujesz mnie — powiedziała Alla z nieukrywaną zniewagą w głosie.

— SWAT to hobby, dlatego pracujemy z komputerami.

— Jest dla ciebie jasne, że wszystko jest niezrozumiałe, ale bardzo zabawne. I czy przypadkiem nie kupiłeś przypadkowo w mieście wszystkich hoteli?

Oczy Jury promieniowały zimnem. Alla zdała sobie sprawę, że spytała głupotę. Zamilkli, jakby biegali z prędkością stu metrów i byli zmęczeni, chociaż siedzieli na ławce. To był rzadki, ciepły deszcz. Alla otworzyła parasol. Yura zbliżyła się do dziewczyny i wzięła ją za rękę z parasolem w dłoni. Spojrzeli na siebie. Ręce się rozgrzały…

— Wstań, Alla, deszcz już minął. Wieczorem chodź ze swoją dziewczyną do pensjonatu na parkiecie. Dzisiaj tańczymy. Będziemy na ciebie czekać!

«Na pewno przyjdziemy,» Alla zgodziła się bez większej radości.

I poszli w różnych kierunkach.

Alla wróciła do domu zirytowana, uśmiechnęła się mocno.

— Alla, co było? Gdzie byłeś tak długo? Powiedziała Bella.

«Yura dotarł do randki, zapytał, kim jesteśmy i skąd jesteśmy — powiedziała smutno Alla.

«Więc nie chciałem iść,» mruknęła Bella.

— Czekają na nas wieczorem podczas tańców w pensjonacie — powiedziała z namysłem Alla i spojrzała na siebie w małe lustro na białej ścianie.

— Wygląda na to, że świadomie wybrałeś randkę i zgodziłeś się na coś! Lunch jest gotowy! Usiądź Bella powiedziała wesoło.

Dziewczyny usiadły przy stole, zjadły i wkrótce zasnęły. O czwartej po południu obudzili się i zaczęli zastanawiać się, co powinni zrobić na pierwszej randce.

Wypoczęte oczy lśniły w oczekiwaniu na spotkanie. Grube fale włosów opadły mu na ramiona. Ubrania na randkę leżały na łóżku. Dziewczyny same świeciły od nieświadomej nadziei na przyszłość.

Ivanovna zajrzał do pokoju:

— Dziewczyny, a ty ładniejsza! Gdzie idziesz? A potem wszyscy siedzicie w domu.

— Do dyskoteki! — krzyknęły dziewczyny, rozważając ubrania.

— Dziewczęta, powtarzam, nie przywoz tu dżentelmenów! Nie pozwolę im odejść!

— Wiemy. Dobrze pamiętamy zakazy, powiedziała Bella cicho.

Pani przeszła na emeryturę. Dziewczyny usiadły na dwóch krzesłach i postanowiły trochę przeczytać, ale linie przed jej oczami nie drgnęły. Równocześnie odkładali książki i myśleli. Zwiększone ogólne napięcie.

«Boję się,» wyrzuciła Bella. — Czuję się nieswojo. Drżę na wszystkie.

— Czego się boisz? A ty drżysz, bo jesteś zamarznięty na plaży — skomentowała Alla, przeczesując luksusowe kasztanowe kosmyki włosów.

«Boję się, bo nie znam tych ludzi», jęknęła Bella, gdy musnęła blond włosy.

— Zawsze każdy kogoś nie zna, a potem się poznają. Tańcząc przy okazji, inni będą — powiedziała pouczająco Alla, kładąc nogę na krześle, badając ją pod kątem obecności roślinności, i nie znajdując niczego dodatkowego na stopach, postawiła stopę na podłodze.

— Jeśli tylko tak. I tak się boję. Wciąż nie miałem nikogo, a oni są takimi dojrzałymi mężczyznami! Widzisz, Alla, oni są mężczyznami, a nie kolegami z klasy! To nie są chłopcy! — sprzeciwił się Bellowi ostatnich sił przeciwko dacie, która zbliżała się z niewiarygodną szybkością.

— Twoje imię nie jest w łóżku, ale tańczyć! Czego się boisz? — powiedziała Alla z odrobiną irytacji, stawiając lekką sukienkę przed lustrem.

«Och, twoja matka poprosiła nas, abyśmy nie kontaktowali się z nikim, aby wystrzegać się czegoś niezrozumiałego w relacjach między kobietami i mężczyznami», Bella przypomniała sobie swój ostatni argument.

— I nie popsujesz, idąc i tańcz. Tchórz, to kim jesteś! — Alla potrząsnęła włosami, okrążając sukienkę w jednym miejscu.

Dziewczyny wzięły książki w swoje ręce, włożyły do nich nosy, ponieważ w białym domu nie było telewizora. Na zegarze czas powoli się poruszał. Latem tańce nie rozpoczynają się wcześnie.

Ciepły wieczór unosił się z lekkim chłodem. Yura i Pasza siedzieli na poręczy drewnianej werandy.

— Dziewczyny, gdzie byłeś? Czekamy na Ciebie, czekamy! Wszystko tu jest, ale ty nie jesteś! — powiedziała Yura, wpatrując się we włosy.

«Czekaliśmy na koniec twojej kolacji», odpowiedział Alla i zbliżył się do Yury.

Bella poszła do Paszy. Yura wyraźnie poprawiła się:

— Och, już spłukaliśmy się parami! Nie potrzebujemy też tańca?! I tak nie będziemy się nudzić. Lub zobacz, jak oni tu tańczą?

Wszyscy śmiali się w odpowiedzi.

Na werandzie pierwsze akordy taneczne zabrzmiały zachęcająco. Ludzie wzdłuż ścieżek i ścieżek zaczęli gromadzić się na werandzie przy dźwiękach muzyki. Widownia była w każdym wieku: od pięciu do osiemdziesięciu.

— Wow kontyngent! — zawołał Pasha. — Co powinniśmy tutaj zrobić?

— Pączkowanie — odpowiedziała Yura. — Nie wiedziałeś, że dyskoteka jest poza wiekiem? Tutaj, kto wie, jak chodzić, przychodzi.

«Ale nie w tym zakresie!» Nie, ta dyskoteka nie jest dla mnie — mruknął Pasza, lekko pogardliwie patrząc na publiczność.

— Normalny stopień kontyngentu. Potrzebujemy tylko małego spaceru. Starzy ludzie i małe dzieci niebawem pójdą spać, potem wrócimy tutaj, by tańczyć — mądrze osądziła Yura, bez emocji, patrząc na tłum, który chciał tańczyć.

Młodzi ludzie z dziewczynami opuścili werandę.

— Chłopaki, dokąd idziemy? Zapytała Bella. — Za godzinę będzie ciemno.

«Do wieży», odpowiedział Pasza, «pójdziemy do latarni morskiej».

— Pasha, idziesz do wieży? — Yura była zaskoczona. — Ty — i latarnia morska!

— Z Bellą mogę iść do wieży. Myślę, że ty i Alla pójdziecie.

— Czy nas tam wpuszczą? — zapytała roztropna Alla. — Nagle nie zostaniemy wpuszczeni na wieżę? Powinno być dla nas zamknięte.

«Jeśli zapłacą, pozwolą im odejść», odpowiedział Yura. — Słyszałem od turystów, że wieża jest dostępna dla turystów, ale w tempie.

Po rozbiciu na pary, czwórka poszła do wieży latarni po drugiej stronie wioski. Kurator, po spotkaniu z ręką Paszy, opuścił wszystkich na wieży i kazał im nie wychodzić. Chłopaki poszli na balkon. Bella zaczęła patrzeć w stronę ujścia.

Morze jest burzliwe. Biały jacht kołysał się na falach. Na jachcie dwóch mężczyzn stało w szafie zapaśników. Sail rzucił je na tors, ale nie reagowały na jego ciosy. Jeden człowiek kopnął stopę. Drugi mężczyzna upadł i złapał żagiel. Wiatr żagla zboczył za burtę, a człowiek zawisł nad morzem. Pierwszy człowiek wyrzucił drugiego mężczyznę z żagla.

Widzowie byli zaskoczeni, a następnie krzyczeli w tym samym czasie i pobiegli do dozorcy, aby poprosić o łódź, by ocalić człowieka. Dozorca wskazał na łódź, wykonał ruch trzema palcami. Pasha włożył pieniądze do ręki i poszedł na łódź. Łopatki w łodzi zostały już włożone do oarlocków.

«Dziewczynki, zostań na brzegu, popłyniemy samotnie» — powiedziała Yura, wsiadając do łodzi i podnosząc wiosła. Wkrótce zdobył wiosła.

Łódź powoli podbiła fale. Żaglówka szybko wyszła na bok. Boja miała głowę. Mężczyzna machnął ręką. Chłopaki popłynęli na boję, zaciągnęli mężczyznę do łodzi iz trudem zbliżyli się do brzegu. Fale zbliżyły się do brzegu, a potem zostały od niego odjęte. Dziewczyny z radością spotkały się z chłopakami. Uratowany mężczyzna podszedł do dozorcy. Nadinspektor wkłada pieniądze do ręki.

Młodzi ludzie odrętwiali się od spektaklu.

— Faceci, dlaczego otworzyłeś usta? Mamy morską grę na jamniku.

Czwórka zbliżyła się do Moreli, dyskutując o tym, co widzieli. Szli wzdłuż jezdni, na której w tym czasie jechały rzadkie samochody. Bella spojrzała na swoich towarzyszy i uświadomiła sobie, że z ust do ust w sklepie z morelami pracowali nad reklamą w wieży. Domyśliła się, że właśnie je kupili. Ale chłopaki byli zadowoleni z ich odwagi, a dziewczęta sprawdziły, czy faceci służyli przy siłach specjalnych.

Cała czwórka wróciła na dyskotekę. Po powrocie publiczność na werandzie pozostała młodzieżowa i seksualna. Dwie pary zajęły swoje miejsce wśród tańczących par. Muzyka otoczyła ich swoją inwazją. Ciemność otulała werandę ze wszystkich stron. Nad parkietem lśniły lampy i rzadkie latarnie na torach.

— Yura, i bałem się ciebie. Ale okazałeś się taki odważny: natychmiast rzucili się, by uratować mężczyznę od jachtu, nawet nie oszczędzili pieniędzy — cicho wyszeptała Alla.

Nie odpowiedział, tylko przycisnął dziewczynę bliżej niego.

«Bella, jesteś taka dobra z puszystym ogonem włosów», powiedział Pasha. — Miło jest z Tobą tańczyć. Czuję twoje delikatne ciało pod twoimi ramionami — powiedział tajemniczo i z nutą.

— Och, dzięki! I mówią mi, że lubię jeść. Wszyscy się ze mną żartują — odpowiedziała Bella, śmiejąc się, czując bicepsy z przyjemnością pod palmami.

— Jesteś tak domowa jak bułka. I nie ma męża? Raczej nie, niż tak! Naprawdę? — Pasza łagodnie gruchała, lekko ściskając dłonie.

— Ja też nie mam chłopaka! — wykrzyknęła Bella. — Alla i ja jesteśmy przyjaciółmi od dawna. Jesteśmy przyjaciółmi ze szkoły.

— Tak, i jesteśmy normalnymi przyjaciółmi — odparł Pasha poważnie — i ja osobiście cię lubię, jest z tobą przytulny i nie ma żadnych złych myśli w twojej głowie.

«I cieszę się, że czuję twoje silne ramiona» — pomyślała Bella.

Tango się skończyło. Bardziej energetyczna muzyka sprawiła, że publiczność tańczyła w pewnej odległości od siebie, taniec pozwalał zobaczyć partnera, ale go nie czuł.

Rozdział 2

Para Alla i Yura była bardziej zmysłowa, a oni skręcili się w szybką muzykę, nie pozwalając sobie nawzajem wyjść z rąk, jakby utknęli sobie nawzajem.

— Alla, chodźmy — szepnęła do niej Yura. — Wyjdź cicho.

— Idziemy tam, gdzie mówisz. Pójdę za tobą wszędzie.

Yura i Alla opuścili krąg tańczących ludzi, nie patrząc na drugą parę i szybko zniknęli w krzakach. Zjechali z drogi i zatrzymali się po kilku krokach. Usta w pocałunku łączyły się zgodnie. Dwoma dłońmi przyciągnął do siebie dziewczynę, ich ciała przyciśnięte do siebie nie były gorsze od warg. Cienkie letnie ubrania ich ubrań były ledwo rozdzielone.

— Yura, więc to niemożliwe! Prawie mnie zjadłeś — zakrzyknęła Alla.

— Alla, co robisz? Potrzebuję kobiecej pieszczoty.

— Wiem wszystko teoretycznie o miłości, ale praktycznie nie przeszło.

«Och, więc nie masz też chłopaka?» Następnie przejdź do praktyki. Włącz mnie. Jestem zwykłym człowiekiem, służyłem w armii.

— A ja jestem zwykłą dziewczyną. Z przyjacielem nie osiągnęliśmy miłości.

— Och, więc różnica między nami! Alla, to jest miejsce, w którym jesteś tak bezpieczny i zdrowy? — Yura się roześmiała.

— W fabryce do malowania pudełek i konserwowane. Malowałem sceny miłosne, ale sam nie wdałem się w takie sceny. Czytałem o nich tylko w książkach.

— Tak, nie mam szczęścia. Alla, rozproszyliśmy się pięknie, podczas gdy jeszcze raz nie wyprowadziłeś mnie poza horyzont miłości, podczas gdy ja jestem w posiadaniu siebie — Yura odepchnęła dziewczynę od siebie.

Poszli na oświetlony latarnią parkiet taneczny. Bella z radością im pomachała.

— Pasza, chodźmy do domu — powiedziała Yura. — Jest już ciemno, a dziewczyny nie boją się ciemności, muszą iść daleko, ale ty i ja jesteśmy blisko. Chodź, przyjacielu. Dziewczyny, pa! Czy osiągasz cel? A może wracasz do domu? Zamknij się? To prawda, nie chcę wam towarzyszyć!

— Daj spokój — powiedział smutno Alla. — My sami wchodzimy do domu.

— Alla, czy coś przegapiłem? Zapytała Bella oczami pełnymi nieporozumień.

Dziewczyny szły słabo oświetlonymi ulicami w stronę domu. Ciemność pogłębiła się, a cienie połączyły się z ciemnością. Wieczorna pogawędka zabrzmiała w trawie.

— Alla, dlaczego nas zostawili? Wszystko było dobrze. Co się stało Wytłumacz mi. Taki spokojny wieczór. «Tańczyliśmy ładnie i wszystko odeszło» — jęknęła Bella.

— Potrzebują kobiet, ale ty i ja, przyjaciel, nie dorośliśmy do nich. Pasha i Yura są z nami nudne. Są dorosłymi mężczyznami. A my … — Alla nie dokończyła i machnęła ręką z wewnętrznym żalem.

— Ale nie jesteśmy mężczyznami! Tak, jesteśmy krótsi, ale jesteśmy dorośli.

— Bella, cóż, jesteś głupia i słuchasz mamy, a ja cię słucham. A mężczyźni, jeśli nadal nie rozumiesz, potrzebują nieposłusznych kobiet.

Księżyc świecił. Ciemne pnie jabłoni. W jednym oknie domu światło było włączone. Iwanowna siedział przy stole na dziedzińcu.

— Dziewczynki, co jest tak wcześnie? Myślałem, że przyniesiesz kwiaty.

«Ponieważ dla dziewcząt jest za wcześnie», odpowiedziała żwawo Alla.

Dziewczyny umyły się, ubrały i usiadły, żeby napić się herbaty.

— Alla, wybacz mi, ale jestem jakoś urażony. Razem z Paszą byliśmy tak dobrzy i nagle wszystko się skończyło. I wyglądacie na niezadowolonych ze sobą…

— Wiesz, Bella, przyniosły nam wiatr miłości, ale miłość się nie sprawdziła. Jutro chodźmy na plażę sam. Mam nadzieję, że białe motyle nie latają z tego brzegu każdego dnia.

Jasny ranek obudził Bellę. Wyjrzała przez małe okno: Ivanovna rozmawiał z właścicielem na dziedzińcu. Dziewczyna odwróciła głowę w kierunku dziewczyny:

— Alla, chodźmy na plażę. Mamy mały odpoczynek.

«Masz rację, przyjacielu, żyliśmy bez mężczyzn — i będziemy żyć» — powiedziała Alla, a jej pierś wyrwała się z głębokiego żalu.

Dzień był słoneczny ze zmiennymi chmurami. Oparzenie słoneczne było, nie było. Dziewczyny usiadły na dywanach i spojrzały na morze. Ilya leżała na białej kanapie i westchnęła, patrząc na dziewczynę z perłowymi perełkami na szyi, ale nie śmiał się do niej zbliżyć. Zauważył, że silni faceci zbliżają się do dziewczyn. Dziewczyny jednocześnie przytuliły męskie dłonie. Silne ramiona obejmowały lekko opalone i zwęglone ramiona dziewcząt.

«Dziewczyny, nudzimy się bez ciebie,» burknęła Yura.

«Chłopcy, bez ciebie nie ma życia» — śpiewał Alla.

Chłopcy położyli dużą narzutę i oboje usiedli na niej. Ich imponujące postacie podniecały się niezrozumiale i niemal namacalnie.

«Zagrajmy w karty» — zasugerowała Yura i wyjęła karty.

«I będziemy grać w karty», odpowiedziała Alla, prostując ciemne okulary przed jej oczami i wstając z maty.

Dziewczyny usiadły na facetów na łóżku. Młodzi ludzie zaczęli razem grać w karty. Ale karty nie poszły — w ciągu dnia znudziły się nudą. W duszy Belli pojawiło się niepokojące i przyjemne uczucie. Męskie nogi zniewalały jej oczy, mimowolnie patrzyła na nogi Paashy.

Docenił jej spojrzenie i powiedział:

— Dziś jest koncert w lokalnym domu kultury, są cztery bilety. Proponuję, żeby dziewczyny włożyły wieczorowe sukienki wieczorem i pokazały się w pełnym paradzie do domu kultury, a my postawimy na smokingach i dotrzemy do powozu.

— Cóż, pojedziemy z tobą do domu kultury, a potem sam wrócimy do domu! Rozstanie, które już minęliśmy na ostatnim spotkaniu, i nie mamy wieczorowych sukienek! — odpowiedziała Bella. — I nie ma wagonów!

Faceci na jej słowach nie zwracali uwagi.

Бесплатный фрагмент закончился.
Купите книгу, чтобы продолжить чтение.
электронная
от 108
печатная A5
от 450